czwartek, 28 lutego 2013

ZAKUPY: Kolekcja Fergie dla Wet'n'Wild



Cześć dziewczyny,

dziś szybciutko trochę się pochwale. ;)

Gdy zobaczyłam na wszystkich zagranicznych blogach/youtube/stronach zalewającą mnie reklamę tej kolekcji wiedziałam od razu, że rozświetlacz będzie mój! A dobrego rozświetlacza szukałam już od dłuższego czasu. Marzył mi się MAC MSF, niestety do MACa dostępu nie mam, a przez internet boję się kupić. Nie chce naciąć się na podróbke... Ale ten całkowicie mnie satysfakcjonuje. Ma pięknę wykończenie i kolor w szalenie modnym ostatnio odcieniu zwanym "rose-gold".

Potem przekonałam się też do szminek, które okazały się najprzyjemniejszymi szminkami z którymi miałam ostatnio do czynienia. Są super kremowe i napigmentowane.

Każdy z tych produktów na pewno pokaże Wam osobno :D

Ja swoje, jak zawsze, kupiłam na ebay. Wiem, że można je tam jeszcze złowić ;)

Jestem bardzo zadowolona z wydanych pieniędzy, są to moje pierwsze produkty wet'n'wild i jestem oczarowana jakością. Przy takich cenach - imponujące!

Pozdrawiam Was gorąco i lecę na zajęcia z norweskiego ;)






piątek, 22 lutego 2013

MAKIJAŻ: ŚWIĘTA TRÓJCA


Cześć :)

Dziś wstawiam mój codzienny ostatnio makijaż którym jestem szczerze zauroczona.

Jest to najprawdopodobniej najszybszy makijaż świata.

Używam w nim moich 3 ulubieńców:


Na całą powiekę, przedstawiony już TUTAJ Maybelline Color Tattoo Metal w kolorze Barely Branded. Nałożyłam go aż pod łuk brwiowy i w wewnętrznym kąciku. Dodatkowa warstwę nałożyłam na ruchomą powiekę.

Wzdłuż  dolnej linii rzęs nałożyłam legendarny już KOBO - Golden Rose, który ślicznie się tam mieni i rozświetla spojrzenie.

Natomiast w załamaniu użyłam cień który jest moim ulubieńcem i odkryciem życia. Używam go zawsze i wszędzie, albo solo, albo rozcierając inne cienie. Make up Geek - Chickadee to piękny pomarańczowy, ciepły, matowy brąz. No pięknie on wygląda w załamaniu. Makijaż robi się taki słoneczny ;)

Tusz to zniesławiony Maybelline THE ROCKET, recenzja TUTAJ.

Makijaż super prostu i super szybki. 3 minuty i jestem gotowa ;)





środa, 20 lutego 2013

Nowy tusz od Maybelline - THE ROCKET Volum Express



Gdy oglądałam sobie nowości drogeryjne na 2013 rok na zagranicznych blogach od razu przykuł moją uwagę swoją oryginalną szczoteczką i kolorowym opakowaniem.
Mowa tu o nowym tuszu Maybelline - The Rocker Volum Express Mascara.

Swój zamówiłam na ebay za ok. 25zł. Ale myślę, że już niedługo pojawi się w Polsce, chyba jeszcze nie omineliśmy żadnego tuszu Maybelline.



Tusz posiada standardowe opakowanie tuszy Maybelline, zmieniono tylko design - granatowo - różowy.

Ja dla siebie wybrałam kolor blackets black, czyli czarną czerń. I rzeczywiście jest czarny jak smoła ;)

To co mi się ogromnie podoba w tuszach ze stanów to ich pakowanie. Szczoteczka jest osobno. Pudełeczko jest zakręcone. A wszystko ukryte jest w folii.
Jest to niesamowicie higieniczne i mamy pewność, że nikt nigdy wcześniej nie odkręcał naszego tuszu. Bo, genialnie przemyślane - nie musiał go odkręcać, Szczoteczke ma jak na widelcu i nie musi wydobywać jej z opakowania, żeby zobaczyć jak wygląda.



Po zakupie odkręcamy korek i wkładamy swoją szczoteczkę do opakowania.

Zastanawiam się dlaczego tusze do Europu przychodzą ze szczoteczkami władowanymi do opakowania? Orientujecie się może dlaczego?
Przecież ten sposób jest genialny! A sama byłam świadkiem jak w Rossmanie dziewczyna otworzyła z 7 opakowań tuszy w poszukiwaniu szczoteczki idealnej.

Szczoteczka jest silikonowa. Gruba z wieloma krótkimi włoskami. Porównują ją do szczoteczki Cover Girl Lash Blast. Dość masywna, nie podrażnia jednak oczu przy malowaniu, dla porównania szczoteczka od They're Real z benefit podrażniała i drapała mi oczy strasznie!




Tusz nie jest za mokry, ani za suchy. Ma bardzo dobrą, wyważoną konsystencję, chodź gdy odrobinę zastyga wraz z długością użytkowania nie zmienia swoich właściwości.
Nie osypuje się i nie rozmazuje w ciągu dnia.

Pierwsza warstwa delikatnie podkreśla rzęsy, druga pięknie pogrubia, ale niestety skleja. Z trzecią trzeba uważać, bo może je posklejać jeszcze bardziej, w efekcie otrzymujemy łapki pająka. Być może trzeba nauczyć się tuszem obsługiwać, dla mnie taka szczoteczka to totalna nowość ;)





Podsumowując, ja ten tusz bardzo lubię przy pierwszej warstwie. Pięknie podkreśla rzęsy i utrzymuje się cały dzień nie podrażniając i nie spływając. Zazwyczaj daje 1-2 warstwę. Przy 3 trzeba się namęczyć, żeby rzęsy się nie posklejały, co jest trudne.

To taki codzienny jednowarstwowiec. Więcej warstw tylko dla wprawionych, inaczej zostaną nam 3 wielkie rzęsy.

Czy polecam? Jeśli szukacie efektu WOOW to NIE, to nie to niestety ;(

ALE dodam na koniec, że moje rzęsy lubią się z tuszami zazwyczaj nie lubianymi, więc trzeba to pod uwagę zabrać myśląc nad zakupem.
Za to z ulubieńcami tłumów nigdy się zgodzić nie mogę ;)

Wielkie brawa dla Maybelline, wszystko co ostatnio wypuszczają to dla mnie hity ;)



wtorek, 19 lutego 2013

Maybelline Color Tattoo Metal - Barely Branded




Cześć :),

dziś chciałam Wam pokazać mój niedawny ebayowy zakup, a mianowicie Maybelline Color Tattoo Metal w kolorze Barely Branded.


Dość długo zastanawiałam się czy go sobie kliknąć, bo mam bardzo podobny kolor z jesiennej kolekcji.

Ale w końcu się skusiłam i jestem mega zadowolona!

Seria metal wyszła w usa około miesiąca temu, i chodź chodziły pogłoski, że to limitka, zostaje w drogeriach na stałe.
Czy trafi do Polski? Nie wiem... Pewnie nie.  :(
Ale można dostać go na ebay za ok 30 zł, za tyle ja go kupiłam ;)

Przychodzi w 4 gramowym szklanym słoiczku z plastikową nakrętką.




Konsystencja jest lepsza od tych normalnych, bardziej maślana (a może to dlatego, że jest dość nowy i nie zdążył zaschnąć?), ale zasycha na powiece na kamień i nie da się go ruszyć.

Kolor to taki połyskliwy delikatnie złoto-łososiowy rozświetlacz.

Ja go stosuje jako osobny cień na dzień, gdy śpieszę się rano, wtedy mój makijaż trwa 3 minutki, ale jako rozświetlająca baza np pod matowe cienie też sprawdzi się świetnie. Daje piękny, świetlisty efekt ;)

Dla mnie ideał ;)